Gdy przechodniowi na ulicy ktoś oferuje chocolate, w żadnym wypadku propozycja ta nie dotyczy czekolady tylko haszyszu - najczęściej zawiniętego w papier aluminiowy. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży trawki (hierba) narkomani przeznaczają na zakup heroiny, zwanej caballo.
Hiszpania jest największym w Europie terenem działania handlarzy narkotyków. Szmugluje się tam towar z Ameryki Południowej, Maroka i Dalekiego Wschodu, który następnie, zostaje rozprowadzony w krajach Europy Środkowej. Jedna czwarta jego część pozostaje jednak w Hiszpanii. W 1990 roku liczbę osób zażywających narkotyki szacowano na 200 tys. Liczba ofiar śmiertelnych tego nałogu wzrosła zaś do 600. W rzeczy samej państwo zbyt późno zareagowało na ten problem. Ze zdziwieniem turysta spotyka na każdym kroku młodych łudzi, którzy publicznie, z niczym nie zmąconym spokojem zwijają sobie skręta. W lokalach i przedziałach pociągów w nozdrza często uderza dym marihuany (grilce). W Madrycie i Barcelonie stałym elementem pejzażu ulic w niektórych dzielnicach jest narkoman dający sobię w żyłę (un chute) bez względu na obecność przechodniów. Od 1983 roku posiadanie i konsumpcja niewielkich ilości narkotyków nie są zabronione prawnie. Jednak policja toleruje nawet drobnych handlarzy. Sytuacja w więzieniach jest skandaliczna, bowiem 70% zatrzymanych niemalże na oczach strażników sięga po strzykawkę - zazwyczaj jedną i tę samą! Skutkiem jest stałe rozprzestrzenianie się AIDS (w języku hiszpańskim: SIDA). W przypadkach beznadziejnych więźniowie zwalniani są do domu, by zwolnić innym miejsce w przepełnionych celach. W wojsku również zażywanie narkotyków jest szeroko rozpowszechnione.
Biorąc pod uwagę te wstrząsające dane, nie można powiedzieć, by rezultaty częstej w 1985 roku państwowej kampanii antynarkotykowej były zbyt przekonywające. Spektakularne przejmowanie przez policję coraz to większych ilości owaru (w listopadzie 1990 roku przechwycono łódź mającą na pokładzie pół tony kokainy) dały jak dotąd tylko jedną korzyść: problem narkomanii w całym swym zatrważającym wymiarze stał się sprawą publiczną i udało się go ująć w ramy statystyk.
Większość uzależnionych zażywa heroinę, ale zwiększa się także zapotrzebowanie na kokainę. Przeważająca liczba narkomanów to mężczyźni do 25 roku życia, żyjący na obrzeżach miast, którzy są bezrobotni od chwili przerwania nauki lub ukończenia szkoły podstawowej. Są w Hiszpanii regiony, w których problem narkomanii stanowi bardzo poważne zagrożenie dla wielu młodych pozostających bez pracy ludzi. W Barcelonie, Madrycie i Kraju Basków przy szpitalach zorganizowano specjalne stacje udzielania pierwszej pomocy osobom uzależnionym, u których szczególnie w nocy, występują objawy głodu narkotycznego. Nocą także narkomani popełniają najwięcej przestępstw, aby zdobyć pieniądze na narkotyki. Nawet oficjalne źródła wyraźnie odradzają nocne spacery po głównej ulicy Madrytu Gran Via.
Chwyć się zastrzyku życia (Enganchate a la vida), tak brzmi slogan kampanii antynarkotykowej, który można spotkać wszędzie na specjalnie wydrukowanych naklejkach. Reklamy telewizyjne działają uświadamiają co na młodzież od lat dwunastu do szesnastu, której już przed samymi bramami szkoły oferuje się narkotyki. Walczy się o solidarność społeczeństwa z osobami uzależnionymi, które chcą się wyzwolić od nałogu. Od przełomu roku 1987/1988 coraz częstsze są demonstracje antynarkotykowe oraz inicjatywy miejscowe, takie jak np. w Andaluzji. Bliskość Maroka oraz enklaw Melilla i Ceuta obok Galicji czyni ją bowiem głównym węzłem na trasie przemytu narkotyków. W całym kraju powstają związki, które troszczą się o uzależnionych i ich leczenie. Jednym z nich jest stowarzyszenie matek przeciwko narkotykom (Madres Unidas contra la Droga). Jednak ciągle jeszcze za mato jest centrów, w których narkomani mogą liczyć na opiekę, a jeśli takie już są, ich możliwości są bardzo niewielkie. Na przykład w dorzeczu rzeki Algeciras, najbardziej wysuniętej na południe części Andaluzji, do dyspozycji jest tylko 30 łóżek Instytucje te utrzymywane są z imprez dobroczynnych, zbiórek loterii oraz wpłat z kas regionalnych. Zaangażowanie państwa jest niezwykle skromne w porównaniu z gigantycznymi obrotami, jakie międzynarodowy przemysł narkotykowy uzyskuje w Hiszpanii. Żądanie bardziej kategorycznego przeciwstawienia się wielkim handlarzom i wpływowym ludziom, którzy z nimi współdziałają jest coraz gwałtowniejsze. Stopniowo i w świadomości społecznej zachodzą przemiany. Już nie toleruje się tak bezkrytycznie jak niegdyś marihuany i haszyszu, lecz widzi się w nich pierwszy etap na drodze do uzależnienia. Hiszpanie natomiast nadal nie dostrzegają zagrożenia, jakie niesie z sobą innego rodzaju narkotyk - alkohol. Nikt nie zauważa wzrastającego alkoholizmu, mimo że jest on niezaprzeczalnym faktem. Z jednej strony wzrasta liczba pijących mężczyzn, którzy tradycyjnie chwalą się, że mają silny łeb, co uznają u siebie za oznakę męskości. Z drugiej zaś strony wśród młodzieży narodziła się nowa kultura picia, polegająca na mieszaniu słabych trunków w kolorowe drinki.
Konsumpcja alkoholu nie tylko jest ogólnie tolerowaną ale także zachęcają do niej liczne reklamy. O gorącym hiszpańskim temperamencie powiedziano i napisano już tyle, że uwierzyli weń nawet sami Hiszpanie. Niektórzy jednak wzdrygają się, gdy widzą turystów wysiadających z samolotów i wykrzykujących O le! tudzież usiłujących naśladować flamenco. W rzeczywistości mentalność ludzi żyjących na północy Hiszpanii różni się zasadniczo od mentalności południowców. Cechą wspólną wszystkich jest jednak szacunek dla obyczajów, który wypływa z faktu, że pokolenie dziadków lub rodziców mieszkało lub mieszka na wsi. Taniec, śpiew, i festyny Hiszpanie mają we krwi. Taki stan rzeczy może jednak już w niedługim czasie ulec zmianie, jeśli nadal będzie postępowała ekspansja kultury miejskiej.
Swoistą beztroskę w kwestii upływu czasu oraz brak punktualności - zdaniem niektórych socjologów - należy także traktować jako relikty pozostałe po wiejskim rytmie życia. Większość Hiszpanów robi wrażenie ludzi sympatycznych, szczodrych. Demonstrując wesołość, skrywają swe problemy, udają, że ich nie ma. Wszystko pod kontrolą - to ich dewiza, a wszystko co jest z nią sprzeczne, nie jest przyjmowane do wiadomości.